Otwieram oczy i przez moment
zastanawiam się gdzie jestem, ale w końcu doznaję olśnienia. Podnoszę się na
łóżku, ziewając.
-Aniele?- Wołam, ale nikt mi nie
odpowiada, wstaję więc i przeciągam przez głowę koszulkę, która zdążyła już
wyschnąć po wczorajszej, wieczornej wizycie na plaży. Zaglądam do wszystkich
pomieszczeń, ale dziewczyny nie ma. Nawet taras sprawdzam. Wracam zrezygnowany
do domku, a w sypialni stoi czarnowłosa, owinięta w ręcznik.- Gdzie ty byłaś?-
Pytam, pochodząc do niej i obejmując, mimo, że jest mokra.
-Na basenie.- Całuje mnie w nos.-
Mówiłam, że będę rano pływać.- Uśmiecha się słodko.- Brax wpadł i przyniósł nam
manapua.- Spoglądam na nią, nie rozumiejąc o co chodzi.- Tu takie bułeczki z
różnymi dodatkami.- Wyślizguje się z mojego uścisku i idzie do kuchni.- No co
tak stoisz. Chodź na śniadanie.- Podążam za nią i siadam przy małym stoliczku w
kącie pomieszczenia.- Jak się spało w nowym miejscu?
-Dobrze. A tobie?- Kładę głowę na
dłoni i przyglądam się jak dziewczyna wlewa do kubka wodę, robiąc nam kawę.
-Z tobą to nawet pod mostem
spałoby mi się dobrze.- Z uśmiechem odkłada naczynia razem z bułeczkami obok
mnie.
-Mam nadzieję, że nigdy tego nie
sprawdzimy. A ty masz coś pod tym ręcznikiem?- Unoszę głowę z ciekawością.
-A chcesz zobaczyć?- Fotograf
zagryza wargę, po czym odwraca się i ruszając seksownie tyłeczkiem, rozszerza
ręcznik, po czym odwraca się, mając na sobie strój kąpielowy.
-Aj, to nie fair.- Mruczę, z
powrotem opadając na blat.
-Naprawdę myślałeś, że pływałam
bez stroju?- Czarnowłosa zajmuje miejsce obok mnie.
-No wiesz…- Odburkuję.
-No dobra, raz mi się zdarzyło.-
Wywraca oczami, a ja robię zdziwioną minę.- Albo dwa… No może więcej.- Dodaje.-
Ale tylko w środku nocy, jak już wszyscy spali.
-Mówisz poważnie?- Siadam prosto
i przyglądam się mojej ukochanej, popijającej właśnie kawę.
-Tak. Ty nigdy tego nie robiłeś?-
Przeczę ruchem głowy, łapiąc bułeczkę.- No to już wiem, co robimy dzisiaj w
nocy.- Puszcza mi oczko.
* * *
Leżę na kolorowym ręczniku i
przyglądam się jak moja dziewczyna w zawziętością kopie dziurę w piasku.
-Tak właściwie, to co robisz?-
Pytam w końcu, po kilkunastu minutach.
-Nie rozpraszaj mnie.- Syczy, a
ja krzywię się. Kładę się na plecy i przymykam oczy, a do moich uszu cały czas
dociera szum fal. W pewnym momencie ktoś zasłania mi słońce. Uchylam powieki i
nad sobą dostrzegam Braxtona.
-Co jej odbiło?- Pyta, siadając
obok mnie.- I cześć. Dawno się nie widzieliśmy.
-Cześć. Nie mam pojęcia. Kopie
tak już od pół godziny.- Mówię, patrząc na zegarek w komórce. Podnoszę się do
pozycji siedzącej.- Co u ciebie?
-Wróciłem na stare śmieci.
Chociaż może, kto wie, kiedyś jeszcze zamieszkam w wielkim mieście i zostanę
sławny.- Wzrusza ramionami, a w mojej głowie pojawia się drobna myśl.
-Wiesz, może jeśli będziemy
potrzebować, to co ty na to, żeby zostać naszym muzykiem koncertowym? Ale to
nie teraz. I nie rób sobie nadziei, bo nawet nie wiem czy będzie ku temu
okazja, ale jeśli, będziesz pierwszą osobą na liście. Co ty na to?
-Kurczę, po raz pierwszy cieszę
się, że Lee kogoś ma. Bo nie wiem czy wiesz, ale każdy jej facet okazywał się
totalnym chamem i ją strasznie krzywdził. Nie chcę, żeby to się znów
powtórzyło.
-Nie skrzywdzę jej. Bardzo ją
kocham.- Mówię szczerzę.- Wiesz, miałem kiedyś narzeczoną.- Zaczynam.- Ja ją
obdarzyłem prawdziwą miłością, a ona wykorzystała mnie, żeby zyskać sławę, więc
wiem jak to jest cierpieć z miłości.- Chłopak przygląda mi się i najwyraźniej
chce coś odpowiedzieć, ale w tym samym momencie, gdy on otwiera usta, odzywa
się czarnowłosa.
-Skończyłam.- Kierujemy wzrok na
nią. Stoi, cała poobklejana piaskiem w swoim dole, który zasłania jej nogi do
kolan. Uśmiecha się szeroko.
-Teraz mi powiesz, co to jest?-
Pytam, również unosząc kąciki ust.
-W zasadzie to po prostu dołek.-
Wzrusza ramionami.- Teraz chyba muszę iść się opłukać.- Marszczy nosek.-
Idziecie ze mną?
* * *
Leżę na łóżku i w zasadzie to nic
mi się nie chcę. Co najdziwniejsze, przez cały dzień byliśmy na plaży i na
zmianę pływaliśmy i odpoczywaliśmy na piasku. I kiedy tu był czas, żeby się
zmęczyć? Słyszę kroki, więc unoszę głowę, a moim oczom ukazuje się Olivia w
samej bieliźnie.
-Mmm…- Mruczę, podnosząc się.
-Nic nie mów. Tylko ciuchów
zapomniałam.- Kuca i wygrzebuje coś w walizce, po czym podnosi się i ubiera
zwykły biały top.
-No wiesz? Zasłaniać takie widoki
to grzech.- Oznajmiam, zagryzając wargę.
-Nie zapominaj, że w zasadzie od
dziesięciu minut powinniśmy być na kolacji. Nie czas na to.- Wywija rękami w
powietrzu, zapewne chcąc zobrazować „to”. Schyla się i naciąga na swoje długie
nogi dżinsowe, króciutkie spodenki.
-Ty chcesz w nich iść?- Mrużę
oczy, przyglądając się tej części garderoby.- Cały tyłek ci prawie widać.
-Przed chwilą nie miałeś z tym
problemów.
-Ale to były widoki tylko dla
mnie, a teraz idziemy do ludzi.- Czarnowłosa wywraca oczętami i ciągnie mnie za
rękę.- Nie ubierzesz czegoś bardziej zakrytego?
-Nie.- Odpowiada, w momencie, gdy
wprost wyciąga mnie z domku. Przez niecałe dwie minuty idziemy, po czym bez
pukania wchodzimy do bardzo podobnego domu, tylko dwa razy większego z
piętrem.- Jesteśmy!- Krzyczy dziewczyna.
-Spóźniona jak zawsze.- Obok nas
pojawia się starszy, otyły pan, ale to jest chyba normalne na Hawajach i od
razy zamyka Richardson w uścisku.- Stęskniłem się za tobą, Lee.- Mówi.
-Ja za tobą też.- Całuje go w
policzek.- Wujku, to jest Jared, Jay, to jest wujek Taylor.- Przedstawia nas
sobie, więc wyciągam dłoń do mężczyzny, ale ten przyciąga mnie do siebie i po
prostu zgniata. W momencie, gdy mnie puszcza biorę głęboki oddech.
-Witaj w rodzinie, Jared.-
Uśmiecha się szeroko i odwraca.- Zapraszam, wszyscy już na was czekają.- Idzie
w głąb budynku, a Olivia wtula się w moje ramie.
-Żyjesz? Wujek jest potężnym i
silnym człowiekiem. Kiedyś nawet był zawodnikiem sumo.- Szepcze.
-To wszystko wyjaśnia.- Mruczę,
podążając za Taylorem. Wychodzimy na duży taras z drewnianą podłogą, gdzie
przygotowany jest stół, przy którym siedzi kilkanaście osób. Nagle podbiega do
nas około sześcioletnia dziewczynka i wtula się w Olivię.
-Tęskniłam za tobą, Lee.- Mówi,
ściskając ją mocno, a wszyscy odwracają się w naszym kierunku.
-Cześć, Alani. Nie uwierzysz, ja
tęskniłam za tobą bardziej.- Pstryka ją w nos, po czym łączy nasze palce.-
Część wszystkim.- Macha w kierunku nieznanych mi osób.- To jest Jared, ale to
już pewnie wiecie.- Uśmiecha się.- Jay, to są wszyscy.- Wskazuje na nich, a oni
wybuchają śmiechem.
-Myślę, że to mu niewiele da.-
Oznajmia Brax, robiąc nam miejsce obok siebie. Siadamy na ławce.- Lee, jak
zwykle spóźniona. Powinnaś coś z tym zrobić, bo jeszcze na swój własny ślub się
spóźnisz.- Po raz kolejny następuje wybuch śmiechu, nawet ja się śmieję, ale
jednocześnie myślę o tym wszystkim. Kocham tą dziewczynę nawet bardziej niż
muzykę i chcę spędzić z nią resztę swojego nędznego życia, ale czy ona chce
tego samego?
-No, wreszcie jesteście. Już się
trochę niepokoiłam, ale w sumie Lee wiecznie się spóźnia.- Obok nas pojawia się
siostra Alice.- Jeszcze tylko poczekamy na Janice i Kito.
-O!- Wykrzykuje czarnowłosa.-
Widzicie, nie jestem najgorsza. Brax, ja bym się wstydziła na twoim miejscu za
rodziców.
-Nie moja wina. Dorośli już są.-
Odburkuje, a między mną, a panią fotograf staje dziewczynka.
-Mogę tu usiąść?- Pyta, wpatrując
się w nas na zmianę, uśmiecham się do niej i podsuwa do Olity, a ta zajmuje
miejsce.- Jestem Alani.- Podaje mi dłoń.- A ty Jared Leto, prawda?- Kiwam głową
potwierdzając.- Bardzo lubię twoje piosenki. Ładnie śpiewasz.
-Dziękuję. A skąd znasz mój
zespół?
-Braxton mi opowiedział, bo ja z
nim chodzę na plaże czasem i opowiada mi różne rzeczy. A może jutro pójdziecie
z nami?- Patrzy na mnie swoimi brązowiutkimi oczkami z taką nadzieją, że nie
sposób jej odmówić.
-No dobrze, a o której?
-Braxi, o której idziesz jutro
surfować?- Pyta, podskakując ze szczęścia.
-Po ósmej na plaży. Tylko nie
toleruje spóźnień.
* * *
Wchodzimy do domku, a ja
przecieram oczy ze zmęczenia. Ta mała ma za dużo energii ciągle chciała się ze
mną bawić, a ja nie potrafiłem jej odmówić. Dobrze, że chociaż jej rodzice mnie
poratowali, wysyłając ją spać. Kątem oka dostrzegam jak Olivia wchodzi do
łazienki, więc idę na taras. Siadam na hamaku i przymykam powieki, ale po
chwili wyciągam już z kieszeni spodenek komórkę i czytam wiadomość od Emmy.
Wracam do sypialni i z walizki fotograf wyciągam jej laptopa. Chwilę później
czytam dokładne informacje odnośnie wyjazdu do Londynu we wrześniu. Do
pomieszczenia wchodzi właścicielka sprzętu, owinięta w ręcznik.
-Pamiętasz naszą poranną
rozmowę?- Pyta, zatrzymując się na środku pokoju. Spoglądam na nią, próbując
przypomnieć sobie, o czym mogliśmy rozmawiać.
-Nie za bardzo.
-To chyba już początki sklerozy.-
Mruczy.- Chodź, to ci coś pokażę.- Wyciąga dłoń w moim kierunku, więc ją łapię.
Ta ciągnie mnie koło basenu i puszcza, podobnie jak ręcznik, więc już nic nie
zasłania jej idealnego ciała. Wskakuje do wody, a ja nie mogę zrobić jednego,
najmniejszego kroku. Czarnowłosa wynurza się.- No co tak stoisz? Rozbieraj się
i wskakuj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz