POSTACIE Strona głóna

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

55. HAWAII cz.2

14 sierpień 2007


Otwieram oczy i przez moment zastanawiam się gdzie jestem, ale w końcu doznaję olśnienia. Podnoszę się na łóżku, ziewając.
-Aniele?- Wołam, ale nikt mi nie odpowiada, wstaję więc i przeciągam przez głowę koszulkę, która zdążyła już wyschnąć po wczorajszej, wieczornej wizycie na plaży. Zaglądam do wszystkich pomieszczeń, ale dziewczyny nie ma. Nawet taras sprawdzam. Wracam zrezygnowany do domku, a w sypialni stoi czarnowłosa, owinięta w ręcznik.- Gdzie ty byłaś?- Pytam, pochodząc do niej i obejmując, mimo, że jest mokra.
-Na basenie.- Całuje mnie w nos.- Mówiłam, że będę rano pływać.- Uśmiecha się słodko.- Brax wpadł i przyniósł nam manapua.- Spoglądam na nią, nie rozumiejąc o co chodzi.- Tu takie bułeczki z różnymi dodatkami.- Wyślizguje się z mojego uścisku i idzie do kuchni.- No co tak stoisz. Chodź na śniadanie.- Podążam za nią i siadam przy małym stoliczku w kącie pomieszczenia.- Jak się spało w nowym miejscu?
-Dobrze. A tobie?- Kładę głowę na dłoni i przyglądam się jak dziewczyna wlewa do kubka wodę, robiąc nam kawę.
-Z tobą to nawet pod mostem spałoby mi się dobrze.- Z uśmiechem odkłada naczynia razem z bułeczkami obok mnie.
-Mam nadzieję, że nigdy tego nie sprawdzimy. A ty masz coś pod tym ręcznikiem?- Unoszę głowę z ciekawością.
-A chcesz zobaczyć?- Fotograf zagryza wargę, po czym odwraca się i ruszając seksownie tyłeczkiem, rozszerza ręcznik, po czym odwraca się, mając na sobie strój kąpielowy.
-Aj, to nie fair.- Mruczę, z powrotem opadając na blat.
-Naprawdę myślałeś, że pływałam bez stroju?- Czarnowłosa zajmuje miejsce obok mnie.
-No wiesz…- Odburkuję.
-No dobra, raz mi się zdarzyło.- Wywraca oczami, a ja robię zdziwioną minę.- Albo dwa… No może więcej.- Dodaje.- Ale tylko w środku nocy, jak już wszyscy spali.
-Mówisz poważnie?- Siadam prosto i przyglądam się mojej ukochanej, popijającej właśnie kawę.
-Tak. Ty nigdy tego nie robiłeś?- Przeczę ruchem głowy, łapiąc bułeczkę.- No to już wiem, co robimy dzisiaj w nocy.- Puszcza mi oczko.
                                               *                      *                      *
Leżę na kolorowym ręczniku i przyglądam się jak moja dziewczyna w zawziętością kopie dziurę w piasku.
-Tak właściwie, to co robisz?- Pytam w końcu, po kilkunastu minutach.
-Nie rozpraszaj mnie.- Syczy, a ja krzywię się. Kładę się na plecy i przymykam oczy, a do moich uszu cały czas dociera szum fal. W pewnym momencie ktoś zasłania mi słońce. Uchylam powieki i nad sobą dostrzegam Braxtona.
-Co jej odbiło?- Pyta, siadając obok mnie.- I cześć. Dawno się nie widzieliśmy.
-Cześć. Nie mam pojęcia. Kopie tak już od pół godziny.- Mówię, patrząc na zegarek w komórce. Podnoszę się do pozycji siedzącej.- Co u ciebie?
-Wróciłem na stare śmieci. Chociaż może, kto wie, kiedyś jeszcze zamieszkam w wielkim mieście i zostanę sławny.- Wzrusza ramionami, a w mojej głowie pojawia się drobna myśl.
-Wiesz, może jeśli będziemy potrzebować, to co ty na to, żeby zostać naszym muzykiem koncertowym? Ale to nie teraz. I nie rób sobie nadziei, bo nawet nie wiem czy będzie ku temu okazja, ale jeśli, będziesz pierwszą osobą na liście. Co ty na to?
-Kurczę, po raz pierwszy cieszę się, że Lee kogoś ma. Bo nie wiem czy wiesz, ale każdy jej facet okazywał się totalnym chamem i ją strasznie krzywdził. Nie chcę, żeby to się znów powtórzyło.
-Nie skrzywdzę jej. Bardzo ją kocham.- Mówię szczerzę.- Wiesz, miałem kiedyś narzeczoną.- Zaczynam.- Ja ją obdarzyłem prawdziwą miłością, a ona wykorzystała mnie, żeby zyskać sławę, więc wiem jak to jest cierpieć z miłości.- Chłopak przygląda mi się i najwyraźniej chce coś odpowiedzieć, ale w tym samym momencie, gdy on otwiera usta, odzywa się czarnowłosa.
-Skończyłam.- Kierujemy wzrok na nią. Stoi, cała poobklejana piaskiem w swoim dole, który zasłania jej nogi do kolan. Uśmiecha się szeroko.
-Teraz mi powiesz, co to jest?- Pytam, również unosząc kąciki ust.
-W zasadzie to po prostu dołek.- Wzrusza ramionami.- Teraz chyba muszę iść się opłukać.- Marszczy nosek.- Idziecie ze mną?
                                *                      *                      *
Leżę na łóżku i w zasadzie to nic mi się nie chcę. Co najdziwniejsze, przez cały dzień byliśmy na plaży i na zmianę pływaliśmy i odpoczywaliśmy na piasku. I kiedy tu był czas, żeby się zmęczyć? Słyszę kroki, więc unoszę głowę, a moim oczom ukazuje się Olivia w samej bieliźnie.
-Mmm…- Mruczę, podnosząc się.
-Nic nie mów. Tylko ciuchów zapomniałam.- Kuca i wygrzebuje coś w walizce, po czym podnosi się i ubiera zwykły biały top.
-No wiesz? Zasłaniać takie widoki to grzech.- Oznajmiam, zagryzając wargę.
-Nie zapominaj, że w zasadzie od dziesięciu minut powinniśmy być na kolacji. Nie czas na to.- Wywija rękami w powietrzu, zapewne chcąc zobrazować „to”. Schyla się i naciąga na swoje długie nogi dżinsowe, króciutkie spodenki.
-Ty chcesz w nich iść?- Mrużę oczy, przyglądając się tej części garderoby.- Cały tyłek ci prawie widać.
-Przed chwilą nie miałeś z tym problemów.
-Ale to były widoki tylko dla mnie, a teraz idziemy do ludzi.- Czarnowłosa wywraca oczętami i ciągnie mnie za rękę.- Nie ubierzesz czegoś bardziej zakrytego?
-Nie.- Odpowiada, w momencie, gdy wprost wyciąga mnie z domku. Przez niecałe dwie minuty idziemy, po czym bez pukania wchodzimy do bardzo podobnego domu, tylko dwa razy większego z piętrem.- Jesteśmy!- Krzyczy dziewczyna.
-Spóźniona jak zawsze.- Obok nas pojawia się starszy, otyły pan, ale to jest chyba normalne na Hawajach i od razy zamyka Richardson w uścisku.- Stęskniłem się za tobą, Lee.- Mówi.
-Ja za tobą też.- Całuje go w policzek.- Wujku, to jest Jared, Jay, to jest wujek Taylor.- Przedstawia nas sobie, więc wyciągam dłoń do mężczyzny, ale ten przyciąga mnie do siebie i po prostu zgniata. W momencie, gdy mnie puszcza biorę głęboki oddech.
-Witaj w rodzinie, Jared.- Uśmiecha się szeroko i odwraca.- Zapraszam, wszyscy już na was czekają.- Idzie w głąb budynku, a Olivia wtula się w moje ramie.
-Żyjesz? Wujek jest potężnym i silnym człowiekiem. Kiedyś nawet był zawodnikiem sumo.- Szepcze.
-To wszystko wyjaśnia.- Mruczę, podążając za Taylorem. Wychodzimy na duży taras z drewnianą podłogą, gdzie przygotowany jest stół, przy którym siedzi kilkanaście osób. Nagle podbiega do nas około sześcioletnia dziewczynka i wtula się w Olivię.
-Tęskniłam za tobą, Lee.- Mówi, ściskając ją mocno, a wszyscy odwracają się w naszym kierunku.
-Cześć, Alani. Nie uwierzysz, ja tęskniłam za tobą bardziej.- Pstryka ją w nos, po czym łączy nasze palce.- Część wszystkim.- Macha w kierunku nieznanych mi osób.- To jest Jared, ale to już pewnie wiecie.- Uśmiecha się.- Jay, to są wszyscy.- Wskazuje na nich, a oni wybuchają śmiechem.
-Myślę, że to mu niewiele da.- Oznajmia Brax, robiąc nam miejsce obok siebie. Siadamy na ławce.- Lee, jak zwykle spóźniona. Powinnaś coś z tym zrobić, bo jeszcze na swój własny ślub się spóźnisz.- Po raz kolejny następuje wybuch śmiechu, nawet ja się śmieję, ale jednocześnie myślę o tym wszystkim. Kocham tą dziewczynę nawet bardziej niż muzykę i chcę spędzić z nią resztę swojego nędznego życia, ale czy ona chce tego samego?
-No, wreszcie jesteście. Już się trochę niepokoiłam, ale w sumie Lee wiecznie się spóźnia.- Obok nas pojawia się siostra Alice.- Jeszcze tylko poczekamy na Janice i Kito.
-O!- Wykrzykuje czarnowłosa.- Widzicie, nie jestem najgorsza. Brax, ja bym się wstydziła na twoim miejscu za rodziców.
-Nie moja wina. Dorośli już są.- Odburkuje, a między mną, a panią fotograf staje dziewczynka.
-Mogę tu usiąść?- Pyta, wpatrując się w nas na zmianę, uśmiecham się do niej i podsuwa do Olity, a ta zajmuje miejsce.- Jestem Alani.- Podaje mi dłoń.- A ty Jared Leto, prawda?- Kiwam głową potwierdzając.- Bardzo lubię twoje piosenki. Ładnie śpiewasz.
-Dziękuję. A skąd znasz mój zespół?
-Braxton mi opowiedział, bo ja z nim chodzę na plaże czasem i opowiada mi różne rzeczy. A może jutro pójdziecie z nami?- Patrzy na mnie swoimi brązowiutkimi oczkami z taką nadzieją, że nie sposób jej odmówić.
-No dobrze, a o której?
-Braxi, o której idziesz jutro surfować?- Pyta, podskakując ze szczęścia.
-Po ósmej na plaży. Tylko nie toleruje spóźnień.
                                *                      *                      *
Wchodzimy do domku, a ja przecieram oczy ze zmęczenia. Ta mała ma za dużo energii ciągle chciała się ze mną bawić, a ja nie potrafiłem jej odmówić. Dobrze, że chociaż jej rodzice mnie poratowali, wysyłając ją spać. Kątem oka dostrzegam jak Olivia wchodzi do łazienki, więc idę na taras. Siadam na hamaku i przymykam powieki, ale po chwili wyciągam już z kieszeni spodenek komórkę i czytam wiadomość od Emmy. Wracam do sypialni i z walizki fotograf wyciągam jej laptopa. Chwilę później czytam dokładne informacje odnośnie wyjazdu do Londynu we wrześniu. Do pomieszczenia wchodzi właścicielka sprzętu, owinięta w ręcznik.
-Pamiętasz naszą poranną rozmowę?- Pyta, zatrzymując się na środku pokoju. Spoglądam na nią, próbując przypomnieć sobie, o czym mogliśmy rozmawiać.
-Nie za bardzo.
-To chyba już początki sklerozy.- Mruczy.- Chodź, to ci coś pokażę.- Wyciąga dłoń w moim kierunku, więc ją łapię. Ta ciągnie mnie koło basenu i puszcza, podobnie jak ręcznik, więc już nic nie zasłania jej idealnego ciała. Wskakuje do wody, a ja nie mogę zrobić jednego, najmniejszego kroku. Czarnowłosa wynurza się.- No co tak stoisz? Rozbieraj się i wskakuj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz