Wychodzimy na taras. Rozglądam
się i dostrzegam Braxtona i Alani na plaży, w tym samym miejscu, gdzie czekali
na nas wczoraj. Mała odwraca się i biegnie w naszym kierunku, a czarnowłosa
stojąca obok mnie, podnosi się na palcach i całuje w policzek.
-Powodzenia.- Szepcze, łapiąc
deskę i biegnąć w kierunku Hawajczyka. Za to do mnie przybiega dziewczynka.
-Cześć.- Ściska mnie w pasie.-
Gotowy na drugą lekcje surfingu?
-Tak, chyba tak- Mruczę, a ona
łapie mnie za rękę i ciągnie na piasek, razem z moją deską. Szukam spojrzeniem
Olivia. Jest już w wodzie, razem z Braxem. Zatrzymuję się i przyglądam się jak
łapią pierwszą falę. Nagle obok mnie pojawia się jakiś blondyn.
-Niezła, nie?- Odzywa się, a
spoglądam na niego.- Słodka Lee, byłem kiedyś z nią. Ale jest słaba w te
klocki. Spotykałem się na raz nią i czterema innymi.-Prycha i najwidoczniej
chce coś jeszcze powiedzieć, ale nie dane mu jest to dokończyć, bo moja pięść
ląduje na jego twarzy. I tak się szarpiemy i obrywamy, dopóki nie rozdziela nas
Richardson. Czyli to już trochę trwa, skoro zdążyła wyjść z wody. Staje przodem
do chłopaka.
-Spieprzaj stąd!- Krzyczy.- Żebym
cię więcej na oczy nie widziała!- Blondyn spogląda na nią.
-Nadal jesteś niezła, ale suka z
ciebie.- Mruczy. Mam ochotę przywalić mu po raz kolejny, ale robi to za mnie
Olita.
-Mam nadzieję, że już więcej tu
nie wrócisz.- Mówi, a ten odwraca się i odchodzi.- Ali, zatkałaś uszy, prawda?-
Zwraca się do dziewczynki.
-Nie, ale nic nie powiem
rodzicom.- Wracam spojrzeniem do Olivii, stojącej przed mną. Jestem pewien, że
oberwie mi się za to, ale ona delikatnie dotyka mojego prawego oka, w które
najwyraźniej oberwałem.
-Boli?- Pyta, prawie płacząc.
-Nic mi nie jest.- Obejmuję ją i
przyciągam do siebie.- A ty nie płacz.- Całuję ją w czubek głowy, widząc kątem
oka jak Braxton prowadzi małą do wody.
-Ale na pewno nic ci nie zrobił?-
Spogląda na mnie.
-Żyję i szczerzę, zrobiłbym to
jeszcze raz.- Uśmiecham się lekko.
-Co on ci nagadał? To totalny
dupek. Spotykałam się z nim kiedyś, ale naprawdę żałuję tego, jak niczego
bardziej.
-To już nie jest ważne. Wracaj do
surfowania, mną zajmie się Alani i nie wracajmy do tego co stało się przed
chwilą.
-Może wróćmy do domu.- Wskazuje
na nasze schronienie.- Przydałoby się coś mrożonego, żebyś przyłożył do oka.
-Daj spokój. Nie pierwszy raz
oberwałem, pewnie nie ostatni.- Zielonooka mrozi mnie spojrzeniem, ale
przechodzi jej gdy cmokam ją w nos.
-Nie chcę, żebyś miał śliwę na
zdjęciach.- Robi dziubek, a ja ze śmiechem łapię jej dłoń i ciągnę go domu.
-Dawaj ten groszek czy coś
innego.
-Jesteś niemożliwy.- Kręci głową
z politowaniem, wchodząc do kuchni.
-Wiem jak ważne są dla ciebie
zdjęcia, a poza tym nie mam zamiaru wszystkim tłumaczyć dlaczego zostałem
pobity na wakacjach.- Opieram się o blat i nagle nachodzi mnie dziwna ochota,
by złapać ją za tyłek. To idealny moment, bo aktualnie przewala całą
zamrażarkę, ale Olivia jest jedną z tych dziewczyn, które mogą zabić za coś
takiego. No, ale co mi tam. Nie pierwszy, nie ostatni raz się na mnie obrazi za
to, więc to robię.
-Zabierz tą łapę.- Syczy, powoli
się odwracając. Uśmiecham się leciutko, robiąc słodką minę, ale ta rzuca we
mnie mrożonymi warzywami. Łapię je w ostatniej chwili, unikając kolejnego
siniaka.- Wiesz, że tego nie lubię.- Kładzie dłonie na biodrach przyglądając mi
się z uwagą.
-Ale ja lubię jak się wkurzasz.-
Wysyłam jej całusa w powietrzu.
-Nie przekupisz mnie całusami.-
Unosi prawą brew w górę, a ja przykładam mrożonkę do oka.
-Nawet jeśli będzie ich 305?-
Pytam.
-Liczone razem z tym, czy bez
tego?- Mówi, już się śmiejąc.
-Może nawet bez tego. Zależy jak
wolisz, ale dostaniesz je dopiero wieczorem. Teraz choć na taras.
* * *
Padam na łóżko i przyciągam do
siebie poduszkę, która musi mi chwilowo zastąpić dziewczynę, która jest pod
prysznicem. Przymykam oczy. Plaża wysysa z człowieka ostatnie zapasy energii,
tylko jak to jest możliwe? Jeszcze w dodatku jutro rano kolejna lekcja z Alani.
Ta dziewczynka mnie wykończy, mimo że jest najsłodszą istotką pod słońcem, ale
ma też niekończącą się energie. Dzisiaj kazała mi wybudować zamek z piasku.
Najgorsze jest to, że ja nigdy tego nie robiłem i jakoś mi się udało. Co prawda
był trochę koślawy, ale zaakceptowała go z przymrużeniem oka.
Do sypialni wraca Richardson,
którą rozpoznaję po krokach, bo nawet głowy nie mam siły podnieść. Kładzie się
obok mnie, ówcześnie gasząc światło, ale mimo wszystko w pomieszczeniu jest
dość jasno.
-Wiem, że nie śpisz.- Odzywa
się.- Nie obraziłam się dzisiaj na ciebie, bo coś mi obiecałeś.- Podnoszę wzrok
na nią.
-Miej litość dla staruszka.-
Pociągam nosem.
-Trzeba było się zastanowić dwa
razy zanim złapałeś mnie za tyłek. Oczekuję teraz, natychmiast, już, 305
całusów i mam nadzieję, że nie będę musiała czekać wiecznie.
-Jesteś okrutna.- Mruczę,
podnosząc się.- A co ja będę z tego miał?- Przybliżam się do jej ciała i
składam pierwszy pocałunek na jej ramieniu.
-To, że pozwolę ci spać na łóżku,
a nie w salonie na sofie. Chociaż ta jest sto razy wygodniejsza od tej naszej w
NY.- Całuję ją po raz drugi, tym razem w szyję, a ona zagryza wargę, więc
wykorzystuję to, przejeżdżając po skórze nosem, co kończy się dreszczami na jej
ciele.- Nie możesz tego wykorzystywać bez pozwolenia.- Odzywa się, zapewne
marszcząc nosek.
-A kto mi zabroni?- Ponownie to
robię, a jej ciało reaguję tak, jak zawsze.
-Ja ci…- Przerywam jej, wbijając
się w jej usta i jednocześnie ściągając koszulkę, w której śpi.
* * *
Budzę się, nie wyczuwając
obecności czarnowłosej. Siadam gwałtownie na łóżku, wyłapując głosy nocy. Jeden
mi do nich nie pasuje. A mianowicie szloch. Ubieram szybko spodenki i
przeszukuje nasz domek. W końcu w saloniku dostrzegam dziewczynę skuloną na
sofię. Siadam obok niej i przyciągam ją do siebie.
-Co się stało?- Pytam szeptem, a
ta unosi głowę i spogląda na mnie.
-Obudziłam cię?- Zagryza wargę.
-Sam się obudziłem.- Wycieram łzy
z jej policzków.- To co się stało?
-Mama mi się śniła.- Odpowiada, wtulając
się w moją klatkę piersiową.- Ale tym razem to nie był wypadek.- Jej głos jest
lekko tłumiony przez moją skórę, ale doskonale rozumiem każde słówko, które
wypowiada.- Śniło mi się, że ją poznajesz, a ona częstuje nas swoim ciastem marchewkowym.-
Całuję ją w czubek głowy.- Uwierzysz, że niedawno była trzecia rocznica jej
śmierci? Jednocześnie tak dawno i tak blisko.- Pociąga nosem, ale już chyba nie
płacze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz