POSTACIE Strona głóna

piątek, 19 sierpnia 2016

DODATEK 7



Wchodzę do budynku, w którym kazał wstawić mi się ojciec. Przy ścianie naprzeciwko wyjścia stoi wielkie biurko, a za niego wystają blond włosy. Podchodzę bliżej i dostrzegam dziewczynę mniej więcej w moim wieku.
-Przepraszam.- Odzywam się.- Gdzie znajdę Terrego Richardsona?- Dziewczyna podnosi na mnie swój wzrok.
-Studio jest na piętnastym piętrze.- Odpowiada, uśmiechając się.- Wybrałaś sobie zły dzień. Od rana wchodzi wkurzony. Chociaż wystawa się podobno udała.
-Ja nie na sesję.- Zagryzam wargę.- Jestem jego nową asystentką.- Unoszę lekko kąciki ust w górę.
-W takim razie, dziewczyno, uciekaj póki nie jest za późno, bo potem będziesz tego żałować.
-Obawiam się, że już jest za późno.- Zagryzam wagę, co stało się już moim zwyczajem.
-W takim razie witam na 155th Sixth Avenue. Mam nadzieję, że nie uciekniesz po tygodniu. Jestem Emily Anderson.- Wyciąga rękę w moją stronę, więc ją ściskam, przedstawiając się.
-Olivia Richardson.
-Ale zbieg okoliczności. Macie takie samo nazwisko.- Blondynka parska śmiechem, a ja postanawiam nie wyprowadzać jej z błędu. Do budynku nagle wbiega jakiś mężczyzna, ubrany na czarno, z takiego samego koloru włosami, odstającymi na wszystkie strony, na których znajduje się kapelusz.
-Przepraszam, gdzie jest studio Richardsona?- Pyta, zatrzymując się na środku pomieszczenia.
-15 piętro.- Odpowiada po raz kolejny dziewczyna, a ten rusza w kierunku windy.
-Niech pan poczeka. Jadę z panem.- Zrywam się i podbiegam do mojego towarzysz podróży. Wchodzimy do metalowej klatki, a ja wciskam numer piętra.
-Pani też na sesje?- Zaczyna rozmowę, uśmiechając się.
-Nie, jestem jego nową asystentką. Dlaczego wszyscy myślą, że idę na sesję?- Pytam na głos.
-Bo jest pani trochę wychudzona. Niczym te całe modelki.- Spoglądam w dół i dostrzegam przylegającą, czarną koszulkę, pod którą w zasadzie są same żebra.
-Jakoś ostatnio nie mam apetytu.- Wymrukuję, spuszczając wzrok.
-Chyba ostatnie pół roku.- Dopowiada, a ja gwałtownie unoszę głowę.- Zgadłem? A tak w ogóle jestem Jack albo John.
-Nie jesteś pewien czy co?- Śmieję się, podając mu dłoń.- Olivia.
-Oficjalnie John, dla reszty Jack.-Wzrusza ramionami, a ja sobie coś uświadamiam.
-Rozumiem, chyba. Jack White, tak?- Upewniam się.
-To ja. Do usług.- Winda zatrzymuję się, a on jak przystało na gentelmana przepuszcza mnie.- Jeszcze nie poznałem twojego nazwiska.- Przed nami nagle wyrasta Terence.
-Richardson, Olivia Richardson.- Mówię. Ten spogląda na mnie, po czym na fotografa.
-Nie wiedziałem, że masz córkę.- Zwraca się do ojca.- Macie takie same oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz