Wchodzę do budynku, w którym
kazał wstawić mi się ojciec. Przy ścianie naprzeciwko wyjścia stoi wielkie
biurko, a za niego wystają blond włosy. Podchodzę bliżej i dostrzegam
dziewczynę mniej więcej w moim wieku.
-Przepraszam.- Odzywam się.-
Gdzie znajdę Terrego Richardsona?- Dziewczyna podnosi na mnie swój wzrok.
-Studio jest na piętnastym
piętrze.- Odpowiada, uśmiechając się.- Wybrałaś sobie zły dzień. Od rana
wchodzi wkurzony. Chociaż wystawa się podobno udała.
-Ja nie na sesję.- Zagryzam
wargę.- Jestem jego nową asystentką.- Unoszę lekko kąciki ust w górę.
-W takim razie, dziewczyno,
uciekaj póki nie jest za późno, bo potem będziesz tego żałować.
-Obawiam się, że już jest za
późno.- Zagryzam wagę, co stało się już moim zwyczajem.
-W takim razie witam na 155th
Sixth Avenue. Mam nadzieję, że nie uciekniesz po tygodniu. Jestem Emily
Anderson.- Wyciąga rękę w moją stronę, więc ją ściskam, przedstawiając się.
-Olivia Richardson.
-Ale zbieg okoliczności. Macie
takie samo nazwisko.- Blondynka parska śmiechem, a ja postanawiam nie
wyprowadzać jej z błędu. Do budynku nagle wbiega jakiś mężczyzna, ubrany na
czarno, z takiego samego koloru włosami, odstającymi na wszystkie strony, na
których znajduje się kapelusz.
-Przepraszam, gdzie jest studio
Richardsona?- Pyta, zatrzymując się na środku pomieszczenia.
-15 piętro.- Odpowiada po raz
kolejny dziewczyna, a ten rusza w kierunku windy.
-Niech pan poczeka. Jadę z
panem.- Zrywam się i podbiegam do mojego towarzysz podróży. Wchodzimy do
metalowej klatki, a ja wciskam numer piętra.
-Pani też na sesje?- Zaczyna
rozmowę, uśmiechając się.
-Nie, jestem jego nową
asystentką. Dlaczego wszyscy myślą, że idę na sesję?- Pytam na głos.
-Bo jest pani trochę wychudzona.
Niczym te całe modelki.- Spoglądam w dół i dostrzegam przylegającą, czarną
koszulkę, pod którą w zasadzie są same żebra.
-Jakoś ostatnio nie mam apetytu.-
Wymrukuję, spuszczając wzrok.
-Chyba ostatnie pół roku.-
Dopowiada, a ja gwałtownie unoszę głowę.- Zgadłem? A tak w ogóle jestem Jack
albo John.
-Nie jesteś pewien czy co?-
Śmieję się, podając mu dłoń.- Olivia.
-Oficjalnie John, dla reszty
Jack.-Wzrusza ramionami, a ja sobie coś uświadamiam.
-Rozumiem, chyba. Jack White,
tak?- Upewniam się.
-To ja. Do usług.- Winda
zatrzymuję się, a on jak przystało na gentelmana przepuszcza mnie.- Jeszcze nie
poznałem twojego nazwiska.- Przed nami nagle wyrasta Terence.
-Richardson, Olivia Richardson.-
Mówię. Ten spogląda na mnie, po czym na fotografa.
-Nie wiedziałem, że masz córkę.-
Zwraca się do ojca.- Macie takie same oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz