Przyglądam się jak Patrick po raz
kolejny ląduje na drewnianych panelach. Pomagam mu wstać, a gdy już prawie
staje o własnych nogach, puszczam jego rękę, przez co upada na tyłek. Zaczynam
się śmieć.
-Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać.-
Wyduszam, między napadami śmiechu.
-To było wredne.- Mruczy, wstając
o własnych nogach. Opiera się na blacie i upija łyk wody.- A miałem ci coś
przekazać od Jaka.- Siadam na stołku i przyglądam mu się z uwagą.
-Ale co?
-Nie powiem.- Uśmiecha się
szeroko.- Jak nauczysz się być miła, to wtedy pogadamy.- Wystawia język w moim
kierunku.
- I kto tu jest wredny?-
Wzdycham.- Jake jest u siebie?- Zatrzymuję się przy końcu lady, a ten ponawia
próbę przeskoczenia, która tym razem kończy się sukcesem.
-Ty to widziałaś?- Podbiega do
mnie i ściska mnie w ramionach, po czym odsuwa się na niewielką odległość.-
Zajęty jest, zresztą jak zawsze. Mamy domek gdzieś pośród lasu i w sumie to
jedziemy tam na wakacje.
-I co ja mam z tym wspólnego?-
Unoszę prawą brew w górę, przyglądając mu się dokładnie.
-Pomyśleliśmy, że może
pojechałybyście z nami?- Robi proszącą minę, a ja czuję się lekko zakłopotana.
-O to musicie spytać się mamy,
nie mnie.- Odpowiadam w końcu, a w tym samym momencie do środka wchodzi jakiś
mężczyzna. Podchodzi do baru, więc Pat przyjmuje od niego zamówienie, a gdy
facet siada przy jednym ze stolików, wraca do rozmowy ze mną.
-Chodzi nam o to, czy myślisz, że
spodoba jej się ten pomysł?- Zagryza wargę i patrzy na mnie z nadzieją.- Tam
jest jezioro.- Dodaje.
-Spróbuję ją przekonać, ale nic
nie obiecuję. A teraz muszę lecieć. Mam za godzinę pociąg do Ojai, do Lomaxa.-
Łapię w ręce futerał z basem i plecak, który zakładam na ramię.- Do zobaczenia
w poniedziałek.- Salutuje i wychodzę z baru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz