Ubieram się w czarne dżinsy i
tego samego koloru koszulkę, po czym wychodzę z domu. Po drodze, między
piętrami, spotykam moją sąsiadkę z naprzeciwka ze swoją nieodłączną
towarzyszką.
-Na zakupy?- Pyta z uśmiechem.
-Nie tym razem. Idę spotkać się z
ojcem.- Salutuję jej, a ta ze śmiechem wspina się dalej po schodach. Taksówka
dociera do miejsca wystawy, a ja niepostrzeżenie wślizguję się do środka. Zatrzymuję
się przy szwedzkim stole, na którym stoją świece. Nagle obok mnie zjawia się
ochrona.
-Kim pani jest?- Pyta, łapiąc
mnie za ramię.
-Ja? Przyszłam do Terrego
Richardsona. Muszę z nim porozmawiać.- Tłumaczę.- Czy mógłby go pan znaleźć?-
Uśmiecham się słodko, a ten puszcza mnie.
-O czym chciała pani z nim
porozmawiać?- Mężczyzna jest dość podejrzliwy, co mnie wcale nie dziwi.- Jest
pani modelką albo aktorką?- Przygląda mi się uważnie.
-Nie, ale zapewniam pana, że
Terry doskonale mnie zna.
-Ale niech się pani nie rusza,
dobrze?- Wskazuje na mnie palcem.- Zaraz wracam.- Odchodzi, ale co chwile
spogląda czy stoję na swoim miejscu. Po dziesięciu minutach ojca, ani
ochroniarza nie widać, a zginąć chyba nie zginęli. Odwracam się szukając ich
wzrokiem, przez przypadek strącając świeczkę, która zapala sztuczną palmę. No i
co, teraz też mam się nie ruszać? Stoję tak, nie wiedząc co mam zrobić, aż obok
mnie ponownie zjawia się ochroniarz. Odsuwa mnie od płomieni, a sam łapie
gaśnicę i gasi ogień.
-Przepraszam. Nie chciałam.-
Odzywam się, zagryzając wargę.
-Olivia?- Odwracam się, słysząc
głos Richardsona.- Co tu robisz?- Uśmiecha się szeroko i obejmuje mnie.-
Tęskniłem za tobą, córeczko.- Szepcze.
-Muszę z tobą porozmawiać. Możemy
na moment wyjść?- Fotograf prowadzi mnie przed budynek.
-Co u ciebie? Dzwoniłem, ale nikt
nie odbierał.- Ponownie mnie ściska.- Co u Elizabeth? Dawno z nią nie
rozmawiałem.- Biorę głęboki wdech i zaczynam.
-Mama nie żyje.- Nagle uśmiech na
jego twarzy znika, a pojawia się niedowierzanie.- Pijany kierowca potrącił ją,
gdy wracałyśmy od Jaka. To było pół roku temu. Od tej pory mieszkam w NY.-
Mężczyzna siada na chodniku i chowa głowę w dłoniach.
-El nie żyje? Dlaczego mówisz mi
to dopiero teraz?- Spogląda na mnie, a ja dostrzegam łzy w jego oczach.
-Miałeś wystawę, ja nie była
gotowa.- Siadam obok niego i opieram się o jego ramię.
-Mogłaś zadzwonić. Pomógłbym ci.-
Wymrukuje, ocierając łzy.- Jak sobie poradziłaś z jej stratą?
-Nie poradziłam. Pamiętasz, jak
kiedyś bałam sie, w sumie to nie wiadomo czego i lunatykowałam. Znajdywaliście
mnie w różnych częściach domu. Od pół roku jest to samo. Dzisiaj obudziłam się
pod drzwiami wejściowymi, kiedyś w kuchni, innym razem w łazience.
-Może zamieszkasz u mnie? Będę
cię pilnować.- Odwraca się w moim kierunku.
-Tak jest dobrze. Ale szukam
pracy. Nikt nie potrzebuje młodego fotografa?
-Wiesz, dobrze trafiłaś.
Przydałaby mi się asystentka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz