POSTACIE Strona głóna

piątek, 19 sierpnia 2016

DODATEK 6



Ubieram się w czarne dżinsy i tego samego koloru koszulkę, po czym wychodzę z domu. Po drodze, między piętrami, spotykam moją sąsiadkę z naprzeciwka ze swoją nieodłączną towarzyszką.
-Na zakupy?- Pyta z uśmiechem.
-Nie tym razem. Idę spotkać się z ojcem.- Salutuję jej, a ta ze śmiechem wspina się dalej po schodach. Taksówka dociera do miejsca wystawy, a ja niepostrzeżenie wślizguję się do środka. Zatrzymuję się przy szwedzkim stole, na którym stoją świece. Nagle obok mnie zjawia się ochrona.
-Kim pani jest?- Pyta, łapiąc mnie za ramię.
-Ja? Przyszłam do Terrego Richardsona. Muszę z nim porozmawiać.- Tłumaczę.- Czy mógłby go pan znaleźć?- Uśmiecham się słodko, a ten puszcza mnie.
-O czym chciała pani z nim porozmawiać?- Mężczyzna jest dość podejrzliwy, co mnie wcale nie dziwi.- Jest pani modelką albo aktorką?- Przygląda mi się uważnie.
-Nie, ale zapewniam pana, że Terry doskonale mnie zna.
-Ale niech się pani nie rusza, dobrze?- Wskazuje na mnie palcem.- Zaraz wracam.- Odchodzi, ale co chwile spogląda czy stoję na swoim miejscu. Po dziesięciu minutach ojca, ani ochroniarza nie widać, a zginąć chyba nie zginęli. Odwracam się szukając ich wzrokiem, przez przypadek strącając świeczkę, która zapala sztuczną palmę. No i co, teraz też mam się nie ruszać? Stoję tak, nie wiedząc co mam zrobić, aż obok mnie ponownie zjawia się ochroniarz. Odsuwa mnie od płomieni, a sam łapie gaśnicę i gasi ogień.
-Przepraszam. Nie chciałam.- Odzywam się, zagryzając wargę.
-Olivia?- Odwracam się, słysząc głos Richardsona.- Co tu robisz?- Uśmiecha się szeroko i obejmuje mnie.- Tęskniłem za tobą, córeczko.- Szepcze.
-Muszę z tobą porozmawiać. Możemy na moment wyjść?- Fotograf prowadzi mnie przed budynek.
-Co u ciebie? Dzwoniłem, ale nikt nie odbierał.- Ponownie mnie ściska.- Co u Elizabeth? Dawno z nią nie rozmawiałem.- Biorę głęboki wdech i zaczynam.
-Mama nie żyje.- Nagle uśmiech na jego twarzy znika, a pojawia się niedowierzanie.- Pijany kierowca potrącił ją, gdy wracałyśmy od Jaka. To było pół roku temu. Od tej pory mieszkam w NY.- Mężczyzna siada na chodniku i chowa głowę w dłoniach.
-El nie żyje? Dlaczego mówisz mi to dopiero teraz?- Spogląda na mnie, a ja dostrzegam łzy w jego oczach.
-Miałeś wystawę, ja nie była gotowa.- Siadam obok niego i opieram się o jego ramię.
-Mogłaś zadzwonić. Pomógłbym ci.- Wymrukuje, ocierając łzy.- Jak sobie poradziłaś z jej stratą?
-Nie poradziłam. Pamiętasz, jak kiedyś bałam sie, w sumie to nie wiadomo czego i lunatykowałam. Znajdywaliście mnie w różnych częściach domu. Od pół roku jest to samo. Dzisiaj obudziłam się pod drzwiami wejściowymi, kiedyś w kuchni, innym razem w łazience.
-Może zamieszkasz u mnie? Będę cię pilnować.- Odwraca się w moim kierunku.
-Tak jest dobrze. Ale szukam pracy. Nikt nie potrzebuje młodego fotografa?
-Wiesz, dobrze trafiłaś. Przydałaby mi się asystentka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz