Zatrzymuję się niedaleko pary
młodej i spoglądam na nich z lekkim uśmiechem. Oni naprawdę są szczęśliwi.
Nagle, siedzący obok panny młodej, Benjamin wstaje, unosząc jednocześnie
kieliszek. Chyba czas na jego przemowę.
-Proszę o ciszę.- Odzywa się, a
obok mnie pojawia się Jared, z dwoma kieliszkami. Podaje mi jeden z nich, przy
okazji całując w policzek.- Chciałem tylko powiedzieć, że nie mam oficjalnej
przemowy, bo to nie w moim stylu. Teoretycznie mógłbym poopowiadać wam jakieś
historie z dzieciństwa Emily, ale wiem, że straciłbym pewnie przez nie życie,
dlatego chcę po prostu powiedzieć, że kocham cię najbardziej na świecie,
siostrzyczko i Tony, spróbuj w jakiś sposób ją skrzywdzić, a zmiotę cię z tej
ziemi na wieki. Tak więc zdrowie pary młodej.- Unosi kieliszek wysoko, a
blondynka podnosi się z miejsca i wtula w swojego brata, jednocześnie płacząc. Dopiero
potem razem ze swoim mężem wypijają zawartość szklanych naczyń. A w związku ze
stanem, w którym akurat się ona znajduje jest to po prostu oranżada o smaku
pomarańczowym.
Wszyscy wracają do rozmów, czy
tańców, a Anderson podnosi się z krzesła i niezauważalnie zmierza w moim
kierunku.
-Powiedz, że się nie rozmazałam.-
Zagryza wargę. Przyglądam się malutkiej, wyschniętej już, czarnej ścieżce tuszu
na jej policzku. Podaje pusty kieliszek Jaredowi i łapię ją za rękę.
-Tylko odrobinkę. W sekundę to
naprawię.- Ciągnę ją na piętro, gdzie mieszczą się pokoje. Wchodzimy do tego, w
którym dziewczyna się stroiła przed uroczystością. Sadzam ją na krześle przed
toaletką i w mig poprawiam makijaż.
-Co ja bym bez ciebie zrobiła.-
Wzdycha, machając dłonią przed twarzą, jakby próbowała przegonić łzy.- Zrobiłam
się taka wrażliwa.- Wzdycha, głaskając się po brzuchu, który w tej sukience nie
jest w ogóle widoczny.- Ty wyobrażasz sobie, że brat Toniego przyszedł z jego
byłą narzeczoną?- Jednak jej stare nawyki nigdzie nie zginęły i pozostała
plotkarą.
-Mała, ja wiem o wszystkim na tym
weselu i mam wszystko pod kontrolą. Ty nie musisz się o nic martwić.- Całują ją
w czoło.- A teraz wracaj do męża.- Uśmiecham się.
-Właśnie, oranżada nam się
kończy. Mamy jeszcze więcej?- Spoglądam na nią jakby była największą idiotką na
ziemi.
-Zaraz wam przyniosę kolejną. Daj
mi dwie minutki.- Schodzimy po schodach. Blondynka kieruje się do gości, a ja
do kuchni. Otwieram drzwi i wpadam na kogoś. Unoszę głowę i wprost tonę w
niebieskich tęczówkach.
-Kiedy wreszcie ze mną
zatańczysz, Aniele?- Pyta muzyk.
-Momencik, tylko zaniosę im
lipnego szampana.- Spoglądam na niego z nadzieją, że mnie przepuści.
-Kelnerka już to zrobiła.- Mówi.-
Jest już wieczór, a ja ani razu jeszcze z tobą nie tańczyłem. Chyba będziesz mi
musiała podarować 305 całusów, żebym się nie obraził.- Wywracam oczami.
-Hej, odgapiasz. To ja wymyśliłam
całusy…- Przerywa mi, wbijając się w moje usta.
-Milcz.- Przykłada palec
wskazujący do moich warg.- Porywam cię na parkiet.- Łapie mnie za rękę i
ciągnie, a gdy jesteśmy już w miejscu przeznaczonym do tańczenia, delikatnie
kładzie dłonie na moich biodrach, więc ja zarzucam mu ręce na szyje i wtulam
się w jego ciało, a ten wprawia w ruch nasze ciała.
* * *
Spoglądam na zegarek na
nadgarstku, który wskazuje już trzecią nad ranem. Mimo tak późnej godziny,
jeszcze nikt nie poszedł spać, więc chyba udało się zorganizować porządne
wesele. Kieruję swój wzrok na Jaya, siedzącego przy stole. Ten przywołuje mnie
ruchem dłoni, więc z uśmiechem kieruje się do niego. Siadam obok niego, a ten
łączy nasze palce.
-Wszystko pod kontrolą?- Napełnia
mój kieliszek winem.
-Lepiej być nie może.- Opieram
się o jego ramie.- A ty nie jesteś zmęczony?- Przyglądam się tańczącym,
jednocześnie upijając łyk bordowej cieczy.
-Żartujesz sobie? Mam jeszcze
tyle siły, że spokojnie możemy tańczyć jeszcze jakieś półtora godziny.
-Jesteś niemożliwy, stary
dziadku.- Całuję go w policzek, a ten robi oburzoną minę, podnosząc się z
krzesła.
-Wstawaj, Aniołku, dobrze ci
radzę.- Mrozi mnie spojrzeniem, więc po prostu poddaje się i staję naprzeciwko
niego, ale wtedy on przerzuca mnie przez ramie.
-No dzięki.- Mruczę, wisząc głową
w dół.- Teraz mi pewnie cały tyłek widać.
-O to się nie martw. Kontroluje
sytuacje.- Śmieje się, podciągając dolną część mojej sukienki.
-Dureń z ciebie, wiesz?- Mruczę,
a ten zatrzymuje się na moment.
-Ty, uważaj sobie, bo na razie to
ja jestem górą.- Mężczyzna idzie dalej, ale moment później znów się zatrzymuje.
-Przeszkadzam?- Doskonale poznaje
głos Benjamina z lekkim francuskim akcentem.- Chciałbym z wami porozmawiać, ale
to nie zajmie dłużej niż pięć minut.- Próbuję się jakoś odwrócić czy coś, ale mam
odrobinę ograniczone ruchy, za to doskonale wyczuwam napinające się mięśnie
muzyka. Odstawia mnie obok siebie, a ja odwracam się w kierunku brata panny
młodej i robię krok w tył, lądując w ramionach niebieskookiego.
-Słuchamy.- Odzywa się Jay,
poważniejąc.
-Ja chciałbym was oboje
przeprosić za to co zrobiłem na wystawie. Trochę mnie poniosło, byłem pijany i
tak jakoś wyszło. I chcę ci podziękować za to, że mnie wtedy doprowadziłeś do
pionu i automatycznie wytrzeźwiałem. I po waszym wyjściu poznałem piękną
Francuzkę.- Wskazuje na drobną blondynkę, siedzącą przy stole.- Tak, więc,
dziękuję wam. Jestem wam dłużny wielką przysługę.- Uśmiecha się szeroko, po
czym odchodzi w kierunku dziewczyny, a Jared spogląda na mnie ze zdziwieniem
wymalowanym na twarzy.
- Czy ja dobrze słyszałem, że on
podziękował mi za podbite oko?
-Na to wygląda.- Podnoszę się na
palcach i całuję w policzek.-Skoro właściwie stoimy już na parkiecie, to może
zatańczymy?- Proponuję.- Wspominałeś, że masz jeszcze dużo siły, staruszku.-
Daję mu kuksańca w bok, a ten spogląda na mnie z pod przymrużonych powiek.
-Jeszcze raz tak mnie nazwiesz, a
pożałujesz.- Grozi mi palcem.
-Już się boję.- Wystawiam mu
język, a ten kręci głową z politowaniem.
-Masz coś z dziecka.- Komentuje,
łapiąc mnie za nadgarstki i odkładając moje ręce na jego szyi. Zaczynamy
poruszać się powoli w rytm muzyki.- Ale kocham cię najmocniej na świecie,
dzieciaku.- Cmoka mój nos.
Podrawiam xd
OdpowiedzUsuń